piątek, 11 lipca 2014

12

Po chwili usłyszałem dźwięk aparatury. Jak szalony wypadłem z sali w poszukiwaniu lekarza.
-Doktorze! Coś się dzieje! Po chwili w sali Miśki panował istny gwar. Ja usiadłem przed salą i czekałem na obrót sprawy.
-Panie Michale - usłyszałem głos lekarza.
-Tak?
-Muszę przyznać, że to całkiem dziwna sytuacja, ale widocznie wasza znajoma nie miała ochoty jeszcze umierać.
-O, co panu chodzi? Przecież jeszcze niedawno sam pan powiedział, że ona nie żyje.
-Bo tak było, ale kiedy teraz weszliśmy do sali pana przyjaciółka zaczęła samodzielnie oddychać. Może pan dziękować Bogu, bo to prawdziwy cud.
-Mogę do niej wejść?
-Proszę, ale tylko na chwilę. Dziewczyna musi dużo odpoczywać.
Niepewnie wszedłem do sali. Widok, który zastałem bardzo mnie ucieszył. Na łóżku leżała przytomna Michalina. Kiedy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się do mnie.
-Michalina nawet nie wiesz jak się cieszę. Myślałem, że już cię straciłem.
-Spotkałam mamę wiesz?
-Nie mów nic kochanie, nie męcz się. Odpoczywaj. Jutro porozmawiamy.
-Michał, gdzie jest Mariusz? – Mariusz, cholera zupełnie o nim zapomniałem. On nadal myśli, że Miśka odeszła muszę jak najszybciej go odszukać.
-Nie wiem.
-Wydawało mi się, że był tutaj. Mógłbyś go poszukać? Chciałabym się z nim zobaczyć.
-Jeśli tylko tego chcesz to oczywiście.
-Postaram się wrócić jak najszybciej.
Wyszedłem z sali, potem ze szpitala i szukałem wzrokiem mojego przyjaciela. Zauważyłem go na jednej z ławek w parku przed szpitalem. Siedział skulony trzymając twarz w dłoniach. Podszedłem do niego i usiadłem obok.
-Mariusz…
-Michał powiedz mi, dlaczego to życie jest takie niesprawiedliwe? Mikołaj spokojnie chodzi sobie teraz po ziemi i ona – zaniosłem się płaczem po raz kolejny.
-Mariusz muszę ci coś powiedzieć.
-To ja muszę ci coś powiedzieć. Ja i Michalina zbliżyliśmy się do siebie. Nie mówiłem nic wcześniej, bo nie chciałem żeby ktoś wyciągnął temat Pauliny. Chciałem wziąć rozwód i nie kryć swoich uczuć do niej, a teraz nic nie ma najmniejszego sensu.
-Mariusz ona się obudziła. Obudziła się rozumiesz. Ona żyje.
-Jak? Przecież widziałem ją na własne oczy.
-Po tym jak pocałowałeś ją i wybiegłeś z sali wszedłem do niej. Aparatura zaczęła wydawać z siebie dziwne dźwięki, a potem lekarz wyszedł i powiedział, że jakimś cudem wróciły jej funkcje życiowe.
-Muszę do niej iść.
-A myślisz, że, po co tutaj przyszedłem. Michalina chce się z tobą widzieć. Leć do niej – uśmiechnąłem się.
-Dzięki Winiar.


Zdyszany wbiegłem do sali, w której leżała Michalina. Gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się i powiedziała:
-Cieszę się, że jesteś.
-To ja się cieszę, że jesteś. Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałem. Prawie cię straciłem. Nie wiem jak dałbym sobie radę bez ciebie.
-Mariusz nie myśl teraz o tym. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
-Michał wie o nas.
-Powiedziałeś mu?
-Nie musiałem. Widział jak się z tobą żegnałem.
-Właśnie. Wydawało mi się, że ktoś mnie całował, ale może to tylko omamy. W końcu jedną nogą byłam na tamtym świecie.
-A nawet dwoma. Lekarze kazali nam się z tobą pożegnać, powiedzieli, że umarłaś. Jak to możliwe?
-Nie wiem. Spotkałam swoją mamę. Zakazała mi iść w stronę światła. Ja tylko jej posłuchałam. Swoją drogą powiedziała mi, że bardzo mnie kochasz.
-Bo to prawda – złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek – będę się zbierał, musisz odpoczywać, a ja muszę wyspać się przed jutrzejszym treningiem.
-Przeze mnie opuściłeś trening. Przepraszam.
-Nie masz, za co przepraszać. Michalina mogę cię o coś zapytać?
-Jasne, pytaj, o co tylko chcesz.
-Kto ci to zrobił? Mikołaj?
-Tak. Nie wiem jak dostał się do mieszkania. Chciałam wołać o pomoc, ale zagroził, że mi coś zrobi.
-Nie myśl już o tym. Przyjdę do ciebie jutro po treningu.
-Mariusz – zawołałam go, kiedy znikał już w drzwiach – kocham cię.
-Ja ciebie też, ja ciebie też Michalina.
Przed szpitalem czekał na mnie Michał.
-Jeżeli chciałeś porozmawiać to nie wybrałeś odpowiedniego momentu. Jad ę na policję, może udało im się coś ustalić. Poza tym muszę odzyskać swoje klucze od domu.
-W takim wypadku porozmawiamy jutro po treningu może być?
-Może.
-A i jeszcze jedno. Jak tylko się czegoś dowiesz to do mnie zadzwoń.
-No właśnie, bo Miśka mi powiedziała, że to Mikołaj.
-Wiedziałem po prostu wiedziałem.
-Michał obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego.
-Nie mogę ci tego obiecać, ale na pewno go nie zabiję nie martw się. Chociaż nie ukrywam miałbym ochotę to zrobić.
-Misiek opanuj się.
-Ok. Jedź już. Do zobaczenia jutro.

czwartek, 10 lipca 2014

Nowe Opowiadanie

Zapraszam was serdecznie na coś zupełnie nowego.
Opowiadanie, które wystartuje zaraz po zakończeniu opowiadanie z Weroniką i Wojtkiem :)
Mam nadzieję, że chętnie będziecie zaglądać również tam 
http://siostrasiatkarza.blogspot.com/




Na razie zapraszam do zapoznania się z zawartością zakładki bohaterowie.
Mile widziane komentarze :) 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

11

Siedziałem tak i siedziałem. Ocknąłem się dopiero, kiedy poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. Okazało się, że obok mnie znajduje się lekarz.
-Pani jest kimś bliskim dla tej dziewczyny?
-Tak jestem jej chłopakiem.
-Wiesz może czy ma jakąś rodzinę?
-Z tego, co wiem to ma ojca, ale nie utrzymuje z nim dobrych kontaktów, jej matka umarła, a brat jest za granicą.
-W takim wypadku zapraszam pana do gabinetu, musimy porozmawiać.
-Oczywiście.


Kiedy znaleźliśmy się w gabinecie od razu przeszedł do rzeczy.
-Niech pan siada, nie mam dla pana za dobrych wiadomości. Pani Michalina straciła bardzo dużo krwi, to cud, że w ogóle przeżyła. W sumie to poniekąd pańska zasługa. Gdyby nie to, że natychmiastowo rozpoczął pan akcję reanimacyjną na pewno nie było by już jej tutaj z nami. Nie będę przed panem ukrywać, że dzisiejsza noc będzie decydująca. Jeżeli tylko uda jej się przeżyć do jutra to będziemy mogli odetchnąć spokojnie. Poza tym musieliśmy przetoczyć jej bardzo dużo krwi. Pani Michalina ma bardzo rzadką grupę krwi i nie ukrywam, że byłoby dobrze gdyby ktoś z rodziny oddał krew na wszelki wypadek. Więc jeżeli mógłby pan skontaktować się z kimś z jej rodziny byłbym wdzięczny.
-Postaram się. Ja mógłbym oddać krew, nie wiem czy mam taką samą grupę, ale w ostateczności mogę pomóc komuś innemu.
-W takim razie zapraszam pana do gabinetu zabiegowego.


-Mariusz – usłyszałem krzyk Michała, kiedy wyszedłem z gabinetu – powiesz mi wreszcie, co się stało?
-Michalina, ona została zaatakowana.
-O, czym ty mówisz? Mariusz mów natychmiast, co się stało!
-Nie krzycz człowieku. Wstaliśmy rano spóźnieni, ale jakoś udało nam się wyrobić i po kilku minutach mieliśmy już ruszać do ciebie. Wtedy Michalina zorientowała się, że nie ma torebki. Wróciła się do domu. Nie wracała dość długo, więc poszedłem za nią do domu. Drzwi były zamknięte, a kiedy przez dłuższy czas nie dawała znaku życia wyważyłem je. Ona leżała w przedpokoju w kałuży krwi. Ktoś zrobił jej ranę nożem na szyi i ręce. Michał gdyby nie to, że zareagowałem tak szybko jej mogłoby już nie być – znowu się rozryczałem.
-Kto jej to zrobił do cholery?
-Nie złapałem go za rękę, ale jestem prawie pewny, że to ten skurwiel Mikołaj.
-Zabiję go jak dostanę go w swoje ręce.
-Policja miała zebrać odciski palców u mnie w domu. Niedługo powinien ktoś tutaj przyjechać i przywieźć mi klucze, może udało im się coś ustalić.
-Dobra nie rozmawiajmy o tym skurwielu, chodźmy lepiej do Michaliny.
-Masz rację, chociaż nie jestem pewien czy nas do niej wpuszczą.
-Sprawdzić zawsze można, może się uda.


Kiedy stanęliśmy przed salą Miśki wyszła z niej jedna z pielęgniarek.
-A panowie, co tutaj robią o tak późnej porze?
-Chcieliśmy się zobaczyć z naszą przyjaciółką.
-Niech panowie przyjdą jutro, dzisiaj już minął czas odwiedzin.
-Nie mogłaby pani zrobić małego wyjątku? Bardzo panią prosimy.
-No dobrze, niech wam będzie, ale to tylko, dlatego, że lubię siatkówkę, a Skra jest moim ulubionym klubem.
-Dziękujemy.
Kiedy weszliśmy do sali Miśki zastaliśmy straszny widok. Na łóżku leżała Michalina, a do jej ciała było podłączone mnóstwo rurek i kabli. Wyglądała tak bezbronnie na tle tych białych ścian. Gdy tylko to zobaczyłem łzy stanęły mi w oczach.
-Tylko nie za długo. Pacjentka jest jeszcze bardzo słaba. Nie należy jej męczyć.
-Dobrze. Posiedzimy tu tylko chwilę i się zmywamy.
Z perspektywy Michaliny
Wydawało mi się, że słyszałam głos Mariusza. Tak bardzo chciałam otworzyć oczy, ale powieki były tak ciężkie jakby ważyły tonę. Głosy zaczęły się coraz bardziej zabierać, a ja poczułam jakbym znalazła się za grubą ścianą, która oddzielała mnie od tego, co działo się przed chwilą. Zobaczyłam białe światełko znajdujące się przede mną. Zaczęłam kierować się w jego kierunku. Kiedy byłam już centralnie przed nim usłyszałam głos. Może miałam omamy, ale wydawało mi się, że mówiła do mnie moja mama.
-Mamo to ty?
-Tak kochanie.
-Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłam. Tak bardzo mi ciebie brakowało.
-Kochanie mi ciebie też brakuje, ale musisz mi coś obiecać.
-Co tylko będziesz chciała mamusiu.
-Obiecaj mi, że będziesz silna. Dasz sobie radę i wyjdziesz z tego. Poza tym masz, dla kogo żyć. Widać, że ten chłopak, który teraz stoi przy twoim łóżku bardzo cię kocha. Nie możesz zostawić go samego. Dlatego walcz. Kocham cię córeczko. - po wypowiedzeniu tych słów tak po prostu zniknęła.
-Mamo - zaczęłam biec w stronę światła.
Perspektywa Mariusza
Siedziałem razem z Winiarem przy jej łóżku. Żaden z nas się nie odzywał z resztą słowa były zbędne. Oboje bardzo martwiliśmy się o nią. W pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięk aparatury.
-Niech panowie stąd wyjdą.
-Ale doktorze, co się dzieje?
-Proszę natychmiast stąd wyjść.
Wyszliśmy przed salę i przez okno oglądaliśmy jak lekarze reanimują Michalinę. Po jakimś czasie z sali wyszedł lekarz ze spuszczoną głową.
-Panie doktorze, co z nią? - spytałem łamiącym się głosem
-Niestety nie udało nam się.
-Nie - krzyknąłem tak głośno, że słyszało mnie chyba pół oddziału
-Możecie do niej wejść i się pożegnać.
Nie słuchałem jego słów. Wszedłem do sali, włożyłem jedną rękę w jej włosy, a drugą położyłem na jej policzku. Złożyłem ostatni pocałunek na ustach Miśki.
-Nie daruje temu debilowi. Przez niego cię straciłem - rozpłakałem się. Nie dam rady żyć bez ciebie. Dopiero się poznaliśmy, a los już mi cię zabiera. Nie mogłem siedzieć dłużej w tym miejscu pocałowałem ją jeszcze raz i wybiegłem ze szpitala.
Perspektywa Michała
Słowa lekarza odbijały się ode mnie jak od ściany. Nie mogłem, nie chciałem uwierzyć w to, że Michalina odeszła. Kiedy lekarz odszedł wszedłem do jej sali to, co tam zobaczyłem bardzo mnie zdziwiło. Mariusz składał pocałunek na ustach Miśki. Po chwili wybiegł z sali nie zauważając mnie nawet. Podszedłem do jej łóżka. Leżała tak spokojnie. Wyglądała jakby spała.
-Miśka, dlaczego to musi się tak kończyć. Chciałem tańczyć na twoim weselu. Cieszyć się razem ze szczęściarzem, który miał być twoim mężem. Cholera - uderzyłem w krzesło stojące obok.


Macie może ochotę na coś nowego z Kubiakiem i Kubą Popiwczakiem? Dodajcie odpowiedź w komentarzu :) 

środa, 9 lipca 2014

10

Czekałem w samochodzie na Michalinę, ale jakoś długo nie wracała. Wydało mi się to podejrzane, że wzięcie torebki i wrzucenie do niej kilku rzeczy zajmuje jej 10 minut. Postanowiłem pójść do domu i sprawdzić czy na pewno wszystko w porządku. Zamknąłem samochód i wróciłem pod dom. Kiedy chciałem otworzyć drzwi okazało się, że są zamknięte. Krzyczałem żeby mi otworzyła, ale odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Zdenerwowałem się nie na żarty i wywarzyłem drzwi. To, co zobaczyłem, gdy przekroczyłem próg zmroziło mi krew w żyłach. Na dywanie w przedpokoju leżała Michalina w kałuży krwi. Podbiegłem do niej i sprawdziłem czy ma puls. Słabo wyczuwalny, ale był. Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie. Obiecali, że postarają się przyjechać jak najszybciej. Kiedy ponownie sprawdziłem puls nie wyczułem go. Zdenerwowany zacząłem wykonywać sztuczną resuscytację.
-Michalina błagam cię nie zostawiaj mnie. Nie możesz odejść, dzięki tobie odzyskałem chęć do życia. Proszę.
Nie wiem jak długo czekałem, ale kiedy przyjechało pogotowie błyskawicznie zabrali ją do szpitala. Chciałem jechać z nimi, ale pozwolili mi, bo nie jestem nikim z rodziny, a poza tym musiałem zadzwonić na policję żeby przyjechali i zdjęli odciski. Musieli złapać tego skurwysyna, który jej to zrobił. Chociaż ja miałem pewne podejrzenia do tego, kto jej to zrobił. Policja przyjechała po piętnastu minutach. Wpuściłem ich do domu, dałem klucze jednemu z policjantów, który obiecał przywieźć je do szpitala, kiedy tylko skończą. Wyskoczyłem z domu i zabójczym tempie dojechałem do szpitala. W recepcji siedziała jakaś pielęgniarka. Podszedłem do niej.
- Przepraszam, mogłaby mi pani powiedzieć gdzie znajduje się dziewczyna, którą przywiozła niedawno karetka?
-Chodzi o tą, która została poraniona nożem?
-Tak.
-Niech pan idzie pod salę operacyjną. Kiedy tylko ją tutaj przywieziono zabrano ją na stół. Straciła bardzo dużo krwi.
-Dziękuję pani.
-Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Szkoda jej, taka młoda, a tu takie nieszczęście.
Na nogach jak z waty udałem się pod salę operacyjną. Usiadłem na jednym z plastikowych krzesełek umieszczonych przy wejściu. Nie mogłem wybaczyć sobie tego, że stało jej się coś złego. Miałem jej pilnować, a dałem ciała na całej linii. Jeżeli ona nie przeżyje to będzie moja wina. Nie wiem ile tak siedziałem, ale w tym czasie mój telefon dzwonił chyba kilkaset razy. Nie miałem ochoty na rozmowę z nikim. Chociaż chyba powinienem zadzwonić do Michała i powiedzieć mu, co się stało. W końcu on i Michalina to najlepsi przyjaciele. Drżącymi rękoma wyjąłem aparat telefoniczny z kieszeni i wykręciłem numer Winiara. Odebrał po trzech sygnałach.
-No nareszcie, nie wiem Mario, co ty sobie wyobrażasz. Nie przywozisz Michaliny do nas, a przecież chyba wczoraj coś ustaliliśmy, nie przychodzisz na trening. Nawet nie wiesz jak Miguel się wykurzył. W ogóle to gdzie ty się podziewasz? Byłem przed chwilą u ciebie pod domem, ale nikogo nie ma. Halo słyszysz mnie?
-Jestem w szpitalu.
-Gdzie? Co ty tam robisz? Stało ci się coś?
-Nie, mi nie, ale Michalina…
-Mariusz, o czym ty do mnie mówisz do cholery.
-Przyjedź do głównego szpitala, nie mam ochoty na rozmowy.

wtorek, 8 lipca 2014

9

Obudziły mnie promienie słońca wpadające do sypialni. Otworzyłam niechętnie oczy i spojrzałam na zegarek.
-Mariusz wstawaj zaspaliśmy.
-Która godzina?
-Wpół do dziesiątej. Za pół godziny masz trening. Musimy się pośpieszyć, jeśli chcesz zdążyć.
-O cholera – momentalnie wyskoczył z łóżka i zaczął narzucać na siebie ubrania, ja zrobiłam to samo i po pięciu minutach byliśmy gotowi do wyjścia.
-Nie zapomnij wziąć torby ze strojem.
-Nie martw się. Wszystko pod kontrolą.
Kiedy wyszliśmy z domu przypomniało mi się, że nie wzięłam torebki.
-Mariusz daj mi klucze, muszę wrócić do domu.
-Czego zapomniała moja księżniczka.
-Torebka. Nie wzięłam torebki.
-Trzymaj, tylko pośpiesz się.
Wróciłam do mieszkania, szybko zgarnęłam torebkę z szafki. Po drodze wrzuciłam do niej jeszcze kilka najpotrzebniejszych drobiazgów i byłam gotowa do wyjścia. Jednak, kiedy chciałam wychodzić poczułam czyjeś ręce na szyi.
-Nie próbuj krzyczeć, bo stanie ci się krzywda, a tego chyba oboje nie chcemy.
-Mikołaj, co ty tutaj robisz?
-Mówiłem, że tak szybko się ode mnie nie uwolnisz.
-Mikołaj błagam zostaw mnie w spokoju.
-Myślisz, że będziesz tak spokojnie sobie teraz żyć z wielkim siatkarzem Mariuszem Wlazłym.
-Nie powinno cię to obchodzić, to moja sprawa, z kim będę a z kim nie.
-Owszem to moja sprawa. Nadal cię kocham i wiem, że z biegiem czasu uczucie między nami rozbudzi się na nowo.
-Jesteś nie normalny. Puść mnie – zaczęłam krzyczeć.
-Nie ładnie, a mówiłem, żebyś byłą spokojna – wyciągnął nóż z kieszeni i przejechał nim po moim nadgarstku.
-Będziesz spokojna?
-Będę – rozpłakałam się na dobre.
-Michalina? Gdzie jesteś? – usłyszałam głos Mariusza. Miałam ochotę krzyknąć, że tutaj jestem, ale bałam się, że Mikołaj znów mi coś zrobi. Wystarczy, że mam ranę na ręce, z której cały czas sączyła się krew. Mariusz znalazł się przy drzwiach, ale kiedy próbował je otworzyć okazało się, że są zamknięte.
-Michalina otwórz drzwi. Otwórz drzwi, bo inaczej je wywarzę.
Po chwili dało się usłyszeć.
-Ok sama tego chciałaś. – usłyszałam huk wywarzanych drzwi i poczułam przeszywający ból na szyi. Niestety nie pamiętam nic więcej, bo chyba straciłam przytomność.


Krótko, ale ta część musi taka być

poniedziałek, 7 lipca 2014

8

Kiedy wyszłam z hali od razu obok mnie pojawił się Michał i Mariusz.
-Mów, co chciał od ciebie trener?
-Możemy o tym nie rozmawiać? Obiecuję, że jutro porozmawiamy na ten temat. Na razie muszę sobie to wszystko poukładać w głowie. Możemy się tak umówić?
-Niech będzie, ale wiedz, że jutro tak łatwo ci nie odpuszczę.
-Ok
-Co powiecie na kawę i dobre ciacho? – spytał Mario
-W sumie, czemu nie, Dagmary i tak na razie nie ma w domu, miała jechać z Oliwerem na zakupy.
-A tatuś, czemu nie pojechał z nimi?
-Chyba wiesz jak bardzo nie lubię robić zakupów. Proszę cię wolę siedzieć cały dzień na Sali i wylewać siódme poty niż latać godzinę albo dwie po galerii.
-Nie mogłeś mi powiedzieć, pojechałabym siebie z nimi.
-I odpuściła nasz trening? Nie było mowy i tak bym cię nie puścił – zaśmiał się Mariusz.
-No tak zapomniałam, że jesteś dyktatorem i nie mogę robić nic bez twojej zgody.
-Nie przesadzaj. Po prostu się o ciebie martwię. Nie wiadomo, do czego ten psychopata jest jeszcze zdolny. Od teraz nie będziesz ruszać się nigdzie sama.
-Nie przesadzasz? Na pewno już się nawet do mnie nie zbliży.
-No nie wiem. Na razie nie ma mowy żebyś ruszała się gdziekolwiek sama.
-Mariusz ma rację.
-Widzę, że nie mam tutaj nic do powiedzenia. Podjęliście decyzję, a ja muszę się po prostu do niej dostosować. Dobra zgadzam się, ale i tak uważam, że to gruba przesada.
-Nie denerwuj się już tak. Złość piękności szkodzi – Michał uderzył mnie w ramię.
-Idziemy na tą kawę czy będziemy tutaj tak stać?
-Idziemy, idziemy.
-Tak przy okazji Oliwier się o ciebie pytał. Może wpadłabyś do nas kiedyś?
-Nie wiem, co na to mój osobisty Bogurad.
-Zawiozę cię przed treningiem, a po nim odbiorę. Możemy się tak umówić?
-Niech będzie.
-Dobra, co zamawiamy?
…
Posiedzieliśmy w kawiarni dobre pól godziny. Pewnie siedzielibyśmy dłużej gdyby nie to, że do Michała zadzwoniła Dagmara żeby wracał już do domu. Ja z Mariuszem zebrałam się zaraz po tym jak Michał wyszedł.



Szliśmy powoli ulicami Bełchatowa delektując się swoja obecnością.
-Mariusz nie denerwuj się proszę, ale muszę o to spytać nie daje mi to spokoju. Co z Pauliną? Rozwiedziecie się?
-Też chciałem z tobą o tym porozmawiać. Postanowiłem wnieść pozew o rozwód z winy Pauliny.
-Jesteś tego pewny? To może ciągnąć się w nieskończoność.
-Nie chcę po prostu, żeby uszło jej na sucho to, że mnie zdradziła.
-A, co z Arkiem?
-O tym też chciałem porozmawiać. Nie ukrywam, że Arek jest dla mnie bardzo ważny. Chciałbym mieć go zawsze obok siebie. Nie chcę być weekendowym tatą, ale nie wiem, co ty na to wszystko.
-Mariusz dla mnie najważniejsze jest twoje szczęście, jeśli chcesz żeby Arek zamieszkał z tobą zgodzę się na to, jeżeli będzie potrzeba mogę się nawet wyprowadzić na jakiś czas.
-Nie będzie takiej potrzeby. Arek jest mały, ale dużo rozumie jak na swój wiek. Zresztą nie wyobrażam sobie żebym mógł rozstać się z tobą na dłużej niż kilka godzin. I wiesz, co? Jeżeli dobrze pamiętam rozmawialiśmy o czymś rano.
-O, czym?
-Widzę, że będę musiał ci przypomnieć, – gdy tylko to powiedział wbił się w moje usta. Dobrze, że znajdowaliśmy się przed domem Mariusza, bo inaczej rzuciłabym się na niego na środku ulicy. Szybko weszliśmy do domu zamykając za sobą drzwi na klucz. Momentalnie przygwoździłam go do ściany i wskoczyłam mu na biodra. Pocałowałam go delikatnie, ale z każdą chwilą pogłębiałam pocałunek. Następnie nasze języki rozpoczęły dziki taniec namiętności, którego żadne z nas nie chciało przerywać. Zdjęłam z niego koszulkę i zaczęłam składać pocałunki na jego wyrzeźbionym brzuchu. On nie pozostał mi dłużny i po chwili zostałam pozbawiona bluzki zostając tylko w czarnym koronkowym staniku. Z następnymi częściami garderoby poszło nam dużo szybciej i po chili stałam przed nim w samej bieliźnie, a on w bokserkach. Podniósł mnie delikatnie do góry i zaniósł do sypialni. Kiedy nasze ciała połączyły się ze sobą byłam pewna tego, że Mariusz nie jest mi obojętny, ale czy można zakochać się w kimś zaledwie po kilku dniach znajomości? Wtulona w tors Mariusza, z tym pytaniem zasnęłam. Obudziłam się w nocy, kiedy spojrzałam na zegarek okazało się, że jest 3:15 Mariusza nie było obok mnie. Założyłam na siebie jego koszulkę, która leżała obok mnie i zeszłam na dół. Kiedy weszłam do kuchni przy stole zauważyłam Mariusza.
-Nie możesz spać?
-Jak widać. Martwię się tym, że nie uda mi się przejąć opieki nad Arkiem. W końcu nie mogę zaoferować mu tego, że będę przy nim cały czas. Mam treningi, mecze wyjazdowe.
-Mariusz nie przejmuj się. Pomogę ci. Nie zostawię cię samego z tym wszystkim.
-Dzięki, ale dla sądu to może być niewystarczające. Nie jesteś w końcu nikim z rodziny.
-Weźmy ślub.
-Dobrze się czujesz? Znamy się dopiero kilka dni.
-Chcę ci pomóc.
-Nie możemy tego zrobić. Ślubu nie bierze się od tak, z resztą ja nadal jestem mężem Pauliny, muszę najpierw się z nią rozstać. Nacieszmy się na razie sobą, a potem zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dobrze?
-Przepraszam, że tak wypaliłam z tym ślubem, nie wiem, co we mnie wstąpiło.
-Nie przepraszaj, nawet nie wiesz jak dużo dla mnie to znaczy. Chodź spać, bo się nie wyśpisz.





Niestety nie udało nam się awansować do turnieju finałowego LŚ, ale poszukajmy też plusów tej sytuacji. Po niektórych z naszych chłopców widać było już zmęczenie. Myślę, że przyda im się trochę więcej wolnego i wierzę, że na MŚ będziemy grać swoją najlepszą siatkówkę :)